niedziela, 6 listopada 2011

40- "Z Miśkiem w Norwegii. Jak łatwo i tanio podróżować z dzieckiem", Aldona Urbankiewicz

Wydana przez wydawnictwo Prószyński i S-ka
Oglądałam kiedyś tę książkę w księgarni, ale szkoda mi było na nią pieniędzy. Ostatnio znalazłam ją w bibliotece- i po przeczytaniu przekonałam się, że nie jest warta swojej ceny. Mogłaby być bardzo ciekawa, ale mi się nie podobała.

Książka jest zapisem podróży dwójki Polaków i ich małego synka, Mikołaja, na Nordkapp, a częściowo też wspomnieniem wcześniejszej wyprawy Aldony i Marcina do Norwegii. Wtedy para przemieszczała się samochodem osobowym, tym razem wybierają kampera. Przejeżdżają kilka tysięcy kilometrów, w drodze powrotnej zahaczając o Finlandię, Estonię, Łotwę i Litwę. Te kraje ich jednak nie interesują, nie skupiają się też na Szwecji. Ich celem jest tylko i wyłącznie Norwegia, wielka miłość Aldony.

Niestety autorka zdaje się skupiać bardziej na samej jeździe kamperem, niż na widokach i miejscach, które zwiedza. Oczywiście opisuje też krajobrazy, ale miałam nadzieję, że w książce o Norwegii będzie więcej Norwegii, a mniej pozycji, jakie trzeba przyjmować w samochodzie, tego, co rodzina zjadła na obiad i ilości warstw, jakie zakłada mały Misiek. Być może zaczynałam książkę ze złym nastawieniem, w sumie mogłam się spodziewać typowego dziennika z podróży, skoncentrowanego głównie na przeżyciach i potrzebach dziecka.

Irytowały mnie bardzo liczne zdrobnienia, których autorka zdecydowanie nadużywa. Te wszystkie "śniadanka", "obiadki", "chlebki" i "zupki" działają na mnie jak płachta na byka. Wiem, że najważniejszą postacią w tej książce jest czternastomiesięczny chłopiec, ale czy musi to oznaczać kompletną infantylizację tekstu?

Duży plus należy się za to Aldonie Urbankiewicz za liczne, często piękne zdjęcia, które umilają lekturę i wywołują chęć natychmiastowego znalezienia się w opisywanym miejscu.

W tym roku na pewno Norwegii nie odwiedzę, ale kto wie, może za rok albo dwa?

wtorek, 1 listopada 2011

39- "Apetyczna panna Dahl", Sophie Dahl

Wydana przez wydawnictwo Filo
Dawno już nie czytałam tak apetycznej książki, naprawdę. Wszystko, poczynając od wspaniale zapowiadających się przepisów (jutro zrobię zupę z awokado), przez przepiękne zdjęcia, aż po ciekawy tekst, zachęca do jedzenia i gotowania. Ślinianki pracują w zawrotnym tempie, w brzuchu burczy, a ręce rwą się do siekania, szatkowania, mieszania.

"Apetyczną pannę Dahl" kupiłam, zachęcona jej recenzją zamieszczoną na blogu White Plate. Kiedy wzięłam książkę do ręki po raz pierwszy, wiedziałam, że muszę ją mieć, bo oprawa graficzna jest wspaniała. Radosne kolory, prezentacja potraw, szorstki, matowy papier- to wszystko aż krzyczało: "zabierz mnie do domu".  Nie opierałam się szczególnie, przeszkodą była może tylko dosyć wysoka cena. Ale co mi tam, raz się żyje i wydaje stypendium.

Poza samymi przepisami, Sophie Dahl zamieściła w swojej książce również wspomnienia z rodzinnego domu, opis własnych żywieniowych perturbacji i w końcu rady dotyczące tego, jak mądrze jeść. Autorka nie zachęca do stosowania żadnej diety, a jedynie do słuchania swojego organizmu i zachowania umiaru. Pisze przekonująco i barwnie, nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja jej zaufałam.

Niektóre przepisy są cudownie rozpustne (ciasto czekoladowe!), inne skromnie wegetariańskie, a zdecydowana większość zdrowa, co nie znaczy, że jałowa albo nudna. Już nie mogę się doczekać, aż wypróbuję chociaż kilka z nich. A książkę będę na pewno często przeglądać, ciesząc się jej urodą.

38- "Pocieszenie", Anna Gavalda

Wydana przez Świat Książki
Chociaż moją największą miłością jest Skandynawia, ostatnio mam "francuski" okres. Smakują mi croissanty, marzę o wyjeździe do Paryża i kasztanach na placu Pigalle. W najbliższym czasie raczej ich nie spróbuję, ale rekompensuję to sobie, czytając francuskie książki. Na pierwszy ogień poszło rewelacyjne "Pocieszenie" Anny Gavaldy.

Na okładce powieści widnieje cytat z "L'Express": "Anna Gavalda to dobra wróżka literatury francuskiej". Szczerze mówiąc, w pierwszym momencie mnie to do lektury zniechęciło, ale ponieważ jest jesień i bardziej niż zwykle potrzebuję książek ciepłych i niosących pocieszenie, postanowiłam się nie zrażać. W końcu w najgorszym wypadku przeczytałabym łzawe, beznadziejne romansidło.

Na szczęście okazało się, że powieści Gavaldy do taniego melodramatu daleko. Książka chwyta za serce, ale jest przy tym interesująca, zaskakująca i naprawdę warta tych kilku godzin spędzonych na lekturze. Momentami tak smutna, że z trudem udawało mi się nie płakać jak bóbr w autobusie, a innym razem dająca otuchę. Świetna, świetna powieść!

Główny bohater, Charles, jest zdolnym paryskim architektem. Wykonuje zawód, o którym zawsze marzył, ale przytłacza go zmęczenie, ciągłe podróże i wypalający się związek z Laurence. Pewnego dnia otrzymuje list informujący o śmierci matki byłego przyjaciela- kobiety, która go inspirowała i fascynowała, a za którą nadal, po upływie wielu lat, nie przestał tęsknić. Charles jedzie na prowincję, aby odnaleźć grób Anouk i spotkać się z jej synem, Alexisem, niegdyś najlepszym przyjacielem, później narkomanem, wrakiem człowieka.
Z dala od Paryża czeka nie tylko mogiła dawnej kochanki, ale również wspomnienia z dzieciństwa, prawda o obecnym związku i pewna niesamowita kobieta- Kate, mieszkająca na pustkowiu z gromadką przybranych dzieci, liczną menażerią (w tym lamą!) i niesamowitym domem na głowie.

Jedną z moich ulubionych postaci powieści jest Niania- transseksualista, który zajmuje się małymi Alexisem i Charlesem, nosi perły i aksamitne fatałaszki, śpiewa piosenki z musicali i kocha chłopców ponad wszystko. Karmi ich bułkami z czekoladą i chowa w kieszeni wypchanego gołębia, a w końcu ginie w publicznej toalecie.

Takie jest całe "Pocieszenie"- mieszanka radości i smutku. Piękna historia miłosna, ale bez zbędnej słodyczy i egzaltacji. Dzięki Ci, Anno Gavaldo!

sobota, 29 października 2011

37- "Czerwona wilczyca", Liza Marklund

Wydana przez Wydawnictwo Czarna Owca
Ten tydzien upłynął pod znakiem kryminałów. Książka Lizy Marklund jest kolejną szwedzką powieścią kryminalną, ktorą z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim miłośnikom gatunku.

Tym razem, znana nam główna bohaterka, Annika Bengtzon, postanawia napisać cykl artykułów o szwedzkich aktach terroru. Kiedy leci do północnej Szwecji, gdzie w latach sześćdziesiątych wysadzono samolot bojowy, okazuje się, że jej kolega po fachu, od którego miała dostać materiały, został celowo przejechany przez samochód. Annika rozmawia ze świadkiem zdarzenia i nakłania go do zgłoszenia się na policję, a kilka dni później chłopak zostaje zamordowany. Dziennikarka nie wierzy w zbieg okoliczności i postanawia znaleźć sprawcę. Wpada na trop terrorysty, ktory po wielu latach nieobecności wrócił do kraju. Jedną z jego znajomych była w młodości obecna minister kultury...

W "Czerwonej wilczycy" Annika Bengtzon musi zmierzyć się nie tylko z oporem wydawcy i politycznymi intrygami, ale również z własną psychiką. Parę miesięcy wcześniej była więziona przez terrorystę i teraz zastanawia się czy nie wpłynęło to na nią bardziej, niż się jej wydaje. Dziennikarka nie znajduje też oparcia w mężu, który nawiązuje romans z koleżanką z pracy.

Czy Annika dotrze do prawdy o morderstwach, zdoła przekonać szefa do swojej teorii i uratować małżeństwo?

36- "Czterdzieste czwarte dziecko", Tom Rob Smith

Kolega pożyczył mi tę książkę mówiąc, że to kryminał. Faktycznie jest w niej wątek kryminalny, ale dla mnie ważniejsze było tło opowieści- rzeczywistość ZSRR za czasów Stalina.

Główny bohater, Lew Stiepanowicz Demidow, pracuje jako funkcjonariusz MGW, tajnej policji. Prowadzi wygodne życie u boku pięknej żony, Raisy, jest ponad wszystko oddany ojczyźnie. Pewnego dnia ginie syn jego podwładnego. Nieoficjalne zeznania świadka wskazują na morderstwo, ale przecież w idealnym społeczeństwie rosyjskim nie ma miejsca na zbrodnie. Lew lekceważy sprawę, lecz jego podwładny nie potrafi mu tego zapomnieć. Rzeczywistość, w jakiej obaj żyją, daje wiele okazji do zemsty i wkrótce Raisa zostaje oskarżona o zdradę. Małżonkowie muszą uciekać, a Demidow odkrywa, że w całym kraju giną dzieci, wszystkie w podobny sposób. Rozpoczyna się podwójny wyścig- Lew i Raisa chcą ocalić życie, jedncześnie ścigając bezwzględnego mordercę.

Tom Rob Smith bardzo szczegółowo opisał przesłuchania więźniów, zastaszenie ludności i trudne życie mieszkańców wsi. Fakty te były mi znane już wcześniej, ale i tym razem nie czytało się o nich łatwo. Na tych sprawach skupiłam się bardziej niż na wątku morderstwa, ale nie zmienia to faktu, iż "Czterdzieste czwarte dziecko" jest świetnym kryminałem.
A dodatkowym plusem lektury było to, że naprawdę cieszyłam się, że żyję tu i teraz i nie muszę się przejmować każdym wypowiedzianym nieopatrznie słowem.

wtorek, 25 października 2011

35- "Niemiecki bękart", Camilla Lackberg

Wydana przez Wydawnictwo Czarna Owca
Wcale się nie dziwię uwielbieniu, jakim czytelnicy na całym świecie darzą skandynawskie kryminały. Połączenie zgrabnie skonstruowanej intrygi i bogatego tła społeczno-kulturalnego sprawia, że powieści Larssona czy Lackberg pochłaniają całą uwagę. Dostarczają nie tylko rozrywki, ale też dają obraz współczesnego szwedzkiego czy norweskiego społeczeństwa, z jego problemami i stylem życia.

"Niemiecki bękart" jest kontynuacją sagi kryminalnej, kolejną po "Ofiarze losu" powieścią z policjantami z Tanumshede w roli głównej. Tym razem funkcjonariusze muszą rozwiązać zagadkę morderstwa, którego ofiarą pada Erik Frankel, osiemdziesięcioletni historyk. Po odkryciu zwłok mężczyzny, do miasteczka wraca Axel Frankel, jego brat, słynny znawca nazizmu, który w czasie wojny przebywał w obozie koncentracyjnym. Okazuje się, że współczesna zbrodnia wiąże się z wydarzeniami sprzed sześćdziesięciu lat, a po śmierci Erika ofiarą przestępstwa padnie jeszcze jedna osoba, jego koleżanka z młodości.

Tymczasem Erika, żona policjanta, pisarka, znajduje na strychu zakrwawiony dziecięcy kaftanik i pamiętniki z lat czterdziestych, należące do jej matki. Jakie tajemnice kryją w sobie niebieskie bruliony? I czy istnieje jakiś związek między nimi a morderstwami?

Powieść Camilli Lackberg jak zwykle wciąga, fragmenty dotyczące współczesności i okresu wojny są równie ciekawe.
 Bardzo podobał mi się wątek urlopu ojcowskiego, rozterki rodziców zajmujących się dziećmi i tęsknących za towarzystwem dorosłych.

Z czystym sumieniem mogę "Niemieckiego bękarta" polecić i wielbicielom kryminałów, i pasjonatom powieści obyczajowych.

sobota, 22 października 2011

34- "Brick Lane", Monica Ali

Wydana przez Wydawnictwo Zysk i S-ka
Podobno powieść M. Ali odniosła w Wielkiej Brytanii ogromny sukces. Szczerze mówiąc nie wiem, dlaczego. Na to, aż akcja nabierze tempa, czekałam do około 150. strony. Potem rzeczywiście zrobiło się ciekawie, ale chyba nie na tym rzecz polega, żeby męczyć się przez tyle czasu?

Nazneen nosi w sobie przekonanie o konieczności zdania się na los. Pochodzi z Bangladeszu, ale jako młoda dziewczyna zostaje wydana za mąż i wysłana do Londynu. Tam wiedzie typowe życie dobrej żony, zajmującej się domem i dziećmi. Nie zna języka, nie pracuje i stara się zapomnieć o swoich pragnieniach. Chanu, jej mąż, nie potrafi zrealizować żadnego z licznych ppomysłów na własny biznes i w końcu zgadza się, żeby Nazneen zajęła się krawiectwem. W ten sposób w życiu kobiety pojawia się Karim- młody Bengalczyk, niespokojny duch zaangażowany w walkę o prawa swojej społeczności. Pod wpływem tej znajomości Nazneen zaczyna stawiać sobie pytania o swoje marzenia i cele, a rola żony przestaje jej wystarczać.
Tymczasem nastroje społeczne w Londynie zmieniają się, napięcie wokół kwestii imigrantów zaczyna narastać, a Chanu planuje powrót rodziny do Bangladeszu.

Na początku postać Nazneen bardzo mnie irytowała. Jej marazm sprawiał, że miałam ochotę rzucić książkę w kąt. Ale w pewnym momencie kobieta zmienia się, a razem z nią zmianie ulega cała powieść- akcja staje się bardziej wartka i z niecierpliwością czeka się na kolejne wydarzenia. Szkoda tylko, że tak długo to trwa.

Nie znam środowiska londyńskich imigrantów, ale wydaje mi się, że autorka świetnie je opisała. Oddała nie tylko wygląd osiedli, zachowanie mieszkańców, ale nawet towarzyszące im każdego dnia zapachy. Za umiejętność malowania słowem Monice Ali należy się najwyższe uznanie.